Gdzie jesteś: Salon prasowy » Piękno nie uratuje treści
Ściśle mówiąc zakończyła się jego część premierowa i występy gościnne. Odbędzie się jeszcze włączony do programu festiwalu blok czterech spektakli Walerija Fokina stworzonych przez niego w Teatrze Aleksandryjskim, który w ten sposób chce uczcić 40-lecie pracy reżyserskiej swojego dyrektora artystycznego. Ponieważ jest to jednak specjalny dodatek do głównego programu, można już dokonać podsumowania. (...)
Główną atrakcją festiwalu stał się przyjazd berlińskiego Deutsches Theater z dwoma wspaniałymi spektaklami - "Faustem" Goethego i "Szczurami" Hauptmanna. Pisała już o nich nasza gazeta ("Wriemia Nowostiej" z 19 i 22 września), dodam tylko, że układający się już całościowy obraz rzucił nowe światło na twórczość reżysera Michaela Thalheimera. (...)
Język Jana Englerta w "Iwanowie" wystawianym przez niego w warszawskim Teatrze Narodowym różni się od języka Thalheimera tak jak "Underwood" różni się od "Mackintosha".
Teatr Narodowy (tak jak i Deutsches Theater) zgodnie z zamysłem Walerija Fokina miał za zadanie reprezentować na festiwalu teatr narodowy swojego kraju. "Iwanow" czyni to dobitnie, solidnie w starym konsekwentnym stylu lat siedemdziesiątych (nie bez powodu z sali rozbrzmiewały okrzyki adeptów Wielkiego Teatru Dramatycznego im. Towstonogowa: "Jakże stęskniliśmy się za takim teatrem!"). Sztukę Czechowa ogólnie rzecz biorąc zagrano tak "jak jest napisane", grana jest jednostajnie, nieco tęsknie, reżyser zwraca uwagę przede wszystkim na psychologiczne szczegóły, chociaż niekiedy pozwala sobie na przebłyski "autorskiej" reżyserii - straszliwie staromodne (obawiam się, że jeśli jeszcze raz zobaczę w teatrze, jak bohater "odchodzi w zaświaty", to znaczy ku światłu w głębi sceny - w "Iwanowie" dokładnie w ten sposób ewakuuje się Sara - wyjdę z sali).
Sarę, jednakże, gra Danuta Stenka i to ona właśnie wyróżnia się wśród stosunkowo mocnego zespołu znanych polskich aktorów. Zdarzają się wyjątkowi ludzie stworzeni do aktorstwa - ich gra na scenie ma sens sama w sobie. Stenka jest taka. Spektakl nie wnosi niczego nowego do naszej wiedzy o sztuce Czechowa, natomiast daje radość doznania jak oczarowujący może być obrót głowy, jak harmonijnie może ukazywać się piękno szyi i ramion, jak zgodne, delikatne ruchy stóp i dłoni towarzyszą cudownym subtelnym intonacjom.
Danuta Stenka zagrała również główną rolę w "Fedrze" Mai Kleczewskiej. Pani Kleczewska jest na bieżąco z "tendencjami", niewielka pomyłka polega tylko na tym, że widocznie ktoś jej powiedział, iż są one niby "aktualne". A zatem: na scenie, na której siedzą również widzowie wydzielona jest dobrze oświetlona przestrzeń biurowa z podwieszanym sufitem, ze świetlówkami, z dwiema działającymi windami, z dwoma łóżkami szpitalnymi na kółkach i z ogromnym stołem. Do czego to wszystko ma służyć (raczej dawno już miało służyć) w "aktualnym" europejskim spektaklu? Na stole powinno się kopulować (przynajmniej starać się), do tego leżąc wprost w talerzach z jedzeniem. I obrzucać się jedzeniem. I żeby jucha tryskała wokoło zalewając głowę, koszulę, pół sceny. Rozebrać do naga, najlepiej mężczyzn. Seks oralny w dużym zbliżeniu będzie dobrym upiększeniem. Muzyka to oczywiście techno: trzeba przecież stwarzać dyskomfort sytym obywatelom, oni przecież po to właśnie przyszli.
Wszystko to znajdujemy. Wszystko to już kiedyś oglądaliśmy, naoglądaliśmy się. Kiedy wynurzają się strzępy tekstu (na który składa się sieczka z Eurypidesa oraz współczesne szwedzkie i węgierskie parafrazy historii klasycznej) robi się ciekawie - oto Fedra wijąc się na stole, zmysłowo, w szczegółach opowiada o swoim namiętnym pożądaniu do Hipolita, a ponowne oglądanie tego zadziwiającego wyszukanego piękna w ruchu jest źródłem subtelnej przyjemności dla widza. Reszta to napuszona trywialność.
Niemniej jednak Walerij Fokin cieszył się z okazji wystawienia "Fedry" w Sankt-Petersburgu ponieważ, jak mówił, "w ten sposób kształtuje się gust". To prawda: gust doskonali się dzięki możliwości dokonywania możliwie największej liczby porównań. Fokin nazwał Berlin stolicą teatralną Europy, ale jest oczywiste, że na wybranie się tam dla obejrzenia tamtejszych premier pozwolić może sobie zdecydowanie mniej osób, niż liczba widzów na wypełnionej sali Teatru Aleksajdryjskiego w trakcie obecnego festiwalu. Wcześniej tę kulturalną misję pełnił w Sankt-Petersburgu festiwal "Bałtycki dom", obecnie jego monopol upadł. Na szczęście.
Dmitrij Cylikin, Sankt-Petersburg
"Wriemia Nowostiej" Nr 182, 02 października 2008
Made by Webprovider